katyn1

Imię
Do Lwowa dowieziono nas o zmierzchu i zatrzymano na krótką chwilę na rynku. Byliśmy stłoczeni w ciężarówce, od iluś dni nie myci, nie ogoleni, bez broni. Ciężarówka stanęła przy straganach z owocami. Jeden z nas chciał kupić parę jabłek i spytał o cenę. Gdy któraś ze straganiarek chciała nam te jabłka sprzedać, wystąpiła druga, potężna, gruba kobieta i odepchnąwszy z oburzeniem sąsiadkę zaczęła chwytać w ogromne, brązowe ręce, co miała jabłek i z błyszczącymi, pełnymi łez oczami zaczęła je rzucać do aut. To była krótka chwila, ale zanim pilnujący nas bojec [tj. wojak] zdążył się obejrzeć, zostaliśmy zasypani jabłkami, papierosami, które nam wciskały straganiarki i przechodnie.

We Lwowie umieszczono nas na kilka godzin w Komendzie Placu, po czym przewieziono na dworzec i załadowano do pociągu […]. W Podwołoczyskach przy stacji było kilka odrutowanych zon [tj. stref więziennych], gdzie pod gołym niebem obozowali zwożeni z Polski jeńcy. Obok wojska była tam również ogromna ilość policji, którą segregowano w oddzielne kompanie więźniów. Po dwóch dniach załadowano nas do […] wagonów towarowych, nieprawdopodobnie brudnych i zaśmieconych […]. Głód i chłód, cienka warstwa lepkiego, smrodliwego brudu, pokrywającego podłogę wagonu, brak wody i brak możliwości załatwienia potrzeb naturalnych inaczej jak na podłogę.


W nocy z 2 na 3.11 o godzinie 21 wysadzili nas na stacji Kozielsk, skąd pieszo 8 km przeszliśmy do obozu centralnego „Kozielsk”. Po zarejestrowaniu czekaliśmy w cerkwi, gdzie było pełno prycz, straszne wrażenie […]. Potem dostaliśmy sienniki, zagłówki i koce. To była godzina 4‑ta w nocy […]. W dniu 5.11, niedziela, o godz. 9.30 przyszedł ksiądz kapelan i razem odmówiliśmy litanię i inne modlitwy w dużym skupieniu i byliśmy przy swoich rodzinach i znajomych. Przy rozpoczęciu modlitwy panowałem nad sobą, ale mimo wszystko łzy stanęły [mi] w oczach.





Przez pierwsze tygodnie nie były zorganizowane […] ani łaźnie, ani odwszalnie, ani wystarczające odżywianie. Za to wszędzie, na podwórzach, nawet w łaźni, poustawiano marne głośniki radiowe, które od rana do nocy ryczały, chrypiały jak w całej Rosji „kawałki” propagandowe, antypolskie, przeplatane… Chopinem.




9.04.

Piąta rano. Od świtu dzień rozpoczął się szczególnie. Wyjazd karetką więzienną w celkach (straszne!). Przywieziono [nas] gdzieś do lasu; coś w rodzaju letniska. Tu szczegółowa rewizja. Zabrano [mi] zegarek, na którym była godzina 6.30 (8.30). Pytano mnie o obrączkę, którą (…). Zabrano ruble, pas główny, scyzoryk (tu dziennik urywa się).



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

The maximum upload file size: 5 MB. You can upload: image, audio, document, spreadsheet, interactive, text. Links to YouTube, Facebook, Twitter and other services inserted in the comment text will be automatically embedded.